Czasem warto wyjść ze swojej PRowej strefy komfortu

Czasem warto wyjść ze swojej PRowej strefy komfortu

Ktoś mi ostatnio powiedział takie zdanie: Jeśli jesteś najmądrzejszą osobą w pokoju, to znaczy, że to jest zły pokój. Pomyślałam, że mogłoby to być motto każdego PRowca.  Czasem mamy tendencję do zamykania się w ramach swoich działów, ściśle określonych specjalizacji i koncentrowania się na wykonywaniu zadań, z którymi radzimy sobie naprawdę dobrze. Cieszą nas pochwały Klienta czy naszych przełożonych. I nie ma w tym nic dziwnego. To nawet całkiem rozsądna taktyka. Ale czy w PRze naprawdę zawsze o to chodzi? A może warto byłoby czasem wyjść ze swojej pieczołowicie tworzonej i pielęgnowanej strefy komfortu i spróbować, nawet na chwilę, czegoś nowego?

Od kilku lat jestem zaangażowana w pracę przy projektach z obszaru PRu medycznego. Komunikacja dotycząca suplementów diety, leków OTC i tych na receptę (Rx) to zarówno dla niektórych PRowców, jak i osób spoza branży, totalna abstrakcja. O pewnej, nieskrywanej konsternacji, którą wywołuje informacja o tym, jakimi tematami zajmujemy się w ramach PRu medycznego, pisała już moja koleżanka Ola Daniszewska w swoim ostatnim poście. Ale ja naprawdę lubię healthcare. Cieszy mnie to, że głównym beneficjentem działań realizowanych przez nasz zespół w ramach codziennej pracy, jest pacjent. Tego próżno szukać w innych działach agencji.

Ale czy to oznacza, że powinnam kurczowo trzymać się healtcare’u? To bardzo komfortowe rozwiązanie. W końcu im dłużej pracuję, tym więcej obszarów terapeutycznych poznaję. Zdobywam doświadczenie.  Rozwijam swoje kompetencje. Czerpię garściami z możliwości, jaką stwarza udział w przygotowywaniu kolejnych ofert przetargowych. Ale ciągle jestem w swojej healtcare’owej strefie komfortu. Wychodzę z niej tylko na chwilę, kiedy organizujemy międzydziałowe burze mózgów.  Ale po chwili i tak wracam tam, gdzie czuję się najlepiej. Od takiego nastawienia jest już całkiem blisko do postawy pewnego zamknięcia na potrzeby i oczekiwania Klienta, które w trakcie współpracy ulegają, często znacznym, zmianom. Wymaga to od konsultanta otwartości, elastyczności, a przede wszystkim interdyscyplinarności. Wszystko po to, by być gotowym na sprostanie oczekiwaniom i nowym wyzwaniom, które pojawiają się w trakcie współpracy z Klientem.

Dokładnie miesiąc temu wyszłam ze swojej strefy komfortu na poważnie i na nieco dłużej. Zostałam zaangażowana w działania w ramach kampanii poparcia dla Ustawy o książce pod hasłem #ocalksiazki, do której śledzenia gorąco Was zachęcam (www.facebook.com/ocalksiazki). Na początku były obawy, chwile zwątpienia i przytłoczenia nawałem całkiem nowych obowiązków. Pojawił się też niepokój – w końcu to obszar, w którym dopiero będę zdobywać kompetencje. Nie byłam jednak sama. Działamy zespołowo.  Korzystamy wzajemnie ze swojego doświadczenia. Uczymy się od siebie.  Stawiamy sobie nowe wyzwania, uczymy się korzystać z nowych narzędzi. Obserwujemy, co się sprawdza, a co nie. Podoba mi się takie wychodzenie ze strefy komfortu. To miłe uczucie, kiedy nawet przez chwilę nie myślę, że mogę być najmądrzejszą osobą w pokoju, w którym siedzę, bo wiem, ile jeszcze przede mną.

Spróbujcie! Naprawdę warto.

Proponowane