Mamo, kupisz mi? – czyli dlaczego gusta dzieciaków mają tak ogromny wpływ na decyzje zakupowe rodziców

Mamo, kupisz mi? czyli dlaczego gusta dzieciaków mają tak ogromny wpływ na decyzje zakupowe rodziców

Nie od dziś wiadomo, że dzieci posiadają bardzo rozwinięte umiejętności negocjacyjne i dyplomatyczne w zakresie robienia zakupów. Zwłaszcza swoich zakupów. 96% (1) Polaków potwierdza, że dzieci mają wpływ na decyzje zakupowe rodziców. 75% (2) respondentów uznało ten wpływ za duży lub średni. I to jest prawdziwe pole do popisu dla kampanii, które poprzez podbicie serca dziecka zawładną portfelami jego rodziców.

Mamo, kup!

Pierwszą rolę oczywiście odgrywają emocje. I to one w dużej mierze decydują o finalnym zakupie. Dziecko chłonie jak gąbka przekazy, które „atakują” je z każdej strony – w spocie reklamowym, w programach telewizyjnych aż w końcu w samym sklepie. Maluch w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym nie ma jeszcze wykształconych odpowiednich mechanizmów pozwalających na obronę przed napierającymi na niego komunikatami marketingowymi. Włącza się wówczas tryb „must have”. Marketingowy mechanizm generuje natychmiastową potrzebę posiadania, w przeciwnym razie zaczynają się… schody. Schody, czyli często płacz, krzyk i tupanie, co rodzice nazywają potocznie „dziecięcym terrorem”. Często wolą ulec, niekiedy czystej fanaberii swojego podopiecznego, aby zaoszczędzić sobie i innym dantejskich scen w okolicach kasy.

Łakocie czy witaminy?

Szczególnie ważna jest ostrożność i wyjątkowa rozwaga w przypadku komunikacji produktów medycznych dla dzieci, takich jak uwielbiane przez dzieciaki witaminowe żelki, lizaki, cukierki etc. Wabią kolorowymi opakowaniami, różnorodnymi kształtami i smakami. Niestety, często zarówno dzieci, jak i rodzice mylą je ze zwykłymi słodyczami. Z jednej strony zatem producenci mają pełne pole do popisu, aby wzbudzić w dzieciach chęć posiadania witaminowych smakołyków, równolegle jednak powinni zadbać o budowanie świadomości rodziców, że nie są to produkty spożywcze. Doskonałym rozwiązaniem jest stworzenie wspólnego mianownika komunikacyjnego dla obydwu grup.

Uczymy i bawimy

Pomysłem na to może być platforma edukacyjna do wspólnej zabawy dla rodziców i dzieci. Dziecko spędza czas razem z rodzicem, ucząc się i bawiąc jednocześnie, niepostrzeżenie jednak w jego świadomości uciera się jasny przekaz – jak rozróżnić słodycze od witaminek, albo do czego właściwie potrzebne są w naszym organizmie witaminy. Przestanie kojarzyć je jednoznacznie ze słodkim cukierkiem czy lizakiem. Rodzice natomiast będą wiedzieć, jak racjonalnie dawkować produkty i jakich użyć argumentów, aby przekonać malucha, że „tylko jeden żelek dziennie!”. Biorąc pod uwagę, że co 3 dziecko poniżej 3. roku życia zażywa preparaty witaminowe (3), wyjątkowo ważne jest prawidłowe dawkowanie.

Producent wzbudza zaufanie rodziców w momencie, kiedy daje mu możliwość świadomego wyboru, czy jego dziecko na pewno powinno uzupełniać witaminy i czy jest takie wskazanie. Dlatego też ważny jest przekaz do rodziców uświadamiający, że sama suplementacja nie wystarczy. Taki racjonalny przekaz pozwoli zrozumieć rodzicom, że w trosce o zdrowie dzieci powinni zadbać np. o zbilansowaną dietę. Jest szansa, że następnym razem nie dadzą się „sterroryzować” swoim pociechom i podejmą mądre decyzje.

Aleksandra Daniszewska

Aleksandra Daniszewska

Aleksandra zakończyła swoją pracę w H+K. Specjalizuje się w dziedzinie PR-u związanego z branżą zdrowotną. Była zaangażowana w realizację projektów takich jak „Między nami kobietami”, dotyczący kobiet z problemami ginekologicznymi dla firmy Gedeon Richter, czy PR produktowego marek firmy TEVA, takich jak Vicks, Hepatil, Aviomarin, Antidral, ViboVit, Flegamina oraz Supremin.

Proponowane