Share’uj rewolucję, czyli jak social media mogą napędzać zmiany społeczno-polityczne na świecie

Share’uj rewolucję, czyli jak social media mogą napędzać zmiany społeczno-polityczne na świecie

Social media zrewolucjonizowały sposób, w jaki komunikujemy się ze sobą i ze światem. Lajkujemy zdjęcia, udostępniamy treści, dołączamy do eventów albo po prostu scrollujemy w poszukiwaniu interesujących nas informacji. Tak, social media na dobre wpisały się w naszą codzienną rzeczywistość, czy będziemy się tego wypierać, czy nie. Pozostaje jednak pytanie, w jakim stopniu media społecznościowe mogą tę rzeczywistość zmieniać i jak dużą mają siłę rażenia?


Według oficjalnych danych codziennie z Facebooka korzysta ponad półtora miliarda osób, każda sekunda to 5 nowych kont, a ponad 83 procent to użytkownicy spoza Stanów Zjednoczonych oraz Kanady[1]. Dla Twittera statystyki wyglądają równie imponująco. 320 mln aktywnych użytkowników w miesiącu, w tym aż 79% spoza USA i Kanady[2]. A tylko dane dla dwóch największych społecznościowych platform. Na całym świecie z social mediów korzystają ponad 2 miliardy użytkowników – to sieć ludzi posiadających ogromną siłę sprawczą.

Facebookowa rewolucja i władza Twittera

W 2011 – roku Arabskiej Wiosny arsenał siły politycznej w postaci social mediów odegrał na Bliskim Wschodzie istotną rolę. Od logistycznej organizacji protestów przez publikowanie w Internecie nieocenzurowanych zdjęć, po przekaz aktualnych informacji mediom zagranicznym – wszystko to przyczyniło się do przyspieszenia wydarzeń arabskiego przebudzenia, a w efekcie reorganizacji układu sił na Bliskim Wschodzie. Dlaczego? Bo social media przełamały barierę strachu, dając ludziom możliwość komunikacji, integracji i wolności na nieznaną im dotąd skalę.

Zaczęło się od Tunezji, gdzie jednym z najbardziej znanych socialowych działań była publikacja drastycznego filmu z miejscowości Kasserine, który ukazywał jedną z ofiar rewolucji. Obraz został umieszczony na YouTube i szybko zyskał miano viralowego, prowokując fale oburzenia nie tylko w Tunezji, ale w całej Afryce Północnej. Kolejny był Egipt, gdzie masowe demonstracje rozpoczęły się 25 stycznia 2011 roku (tydzień po obaleniu dyktatora w Tunezji). Liderzy opozycji egipskiej ogłosili na Facebooku „Dzień Gniewu”, a udział w wydarzeniu zadeklarowało 90 tysięcy osób, zalewając portal setkami zdjęć i wymieniając się informacjami dot. demonstracji. Kolejne były Libia, Syria i Irak, chociaż tu wykorzystanie nowych mediów było zdecydowanie mniejsze.

Obserwując przebieg wydarzeń z 2011 roku na Bliskim Wschodzie można wysnuć wniosek, że miały one charakter raczej spontaniczny i gwałtowny niż zaplanowany. Istnieją jednak doniesienia, które temu zaprzeczają. W 2011 Ron Nixon z New York Times’a podawał przykład szkoleń dla młodych opozycjonistów egipskich w 2008 roku (czyli 3 lata przed Wiosną Arabską), które miały odbywać się w Nowym Jorku. Uczono podczas nich wykorzystywania mediów społecznościowych i technologii mobilnych do komunikacji i promowania demokracji. Sponsorami warsztatów mieli być Facebook, Google, MTV, Columbia Law School i Departament Stanu USA. Czy faktycznie tak było? Tego do końca nie wiadomo, ale trudno zaprzeczyć, że w 2011 Arabowie wiedzieli, jak wykorzystywać możliwości social mediów i „robili to dobrze”.

Przykład Arabskiej Wiosny udowodnił, że Internet to medium, którego władza nie powinna ignorować. Co jednak, kiedy władza postanowi Internet – po prostu – wyłączyć?

Rewolucja offline

Kiedy w październiku 2014 roku w Hongkongu ogłoszono niedemokratyczne wybory (kandydaci zostali wyłonieni przez komitet podlegający komunistycznemu rządowi), miasto zostało zalane przez falę niezadowolonych obywateli. Z wydarzeniem zbiegła się premiera aplikacji o wdzięcznej nazwie – FireChat  i w 24 h od premiery zanotowała ponad 100 tysięcy pobrań, stając się niezwykle popularna wśród manifestujących. Za pomocą aplikacji można przesyłać informacje między grupami, bez konieczności bycia online (gdy użytkownicy są pozbawieni dostępu do Wi-Fi, aplikacja wykorzystuje Bluetooth). Dzięki platformie każde urządzenie mobilne wyszukuje użytkownika znajdującego się w jego zasięgu i wysyła do niego informacje, która podawana jest dalej. W ten sposób powstaje dynamicznie rozrastająca się siatka połączeń, podobna w rozpędzie do toczącej się śniegowej kuli.
Za pomocą FireChat protestujący mogą przekazywać sobie np. informacje o ruchach policji czy o współprotestujących, którzy potrzebują wsparcia, działając jako narzędzie wczesnego ostrzegania. Warto jednak pamiętać, że to, co ma ogromną siłę oddziaływania, może zmienić świat na lepsze albo… zostać użyte do niecnych celów.

#Thisisourball

Modelowym przykładem takiego wykorzystania portali społecznościowych jest działanie Państwa Islamskiego, które wykorzystuje social media jako narzędzie do celów propagandowych oraz rekrutacji nowych członków. Jednym z takich narzędzi jest stworzona przez ISIS aplikacja o nazwie „Dawn of Glad Tidings”. Kiedy użytkownicy aplikacji logują się na platformę, zwaną w skrócie „Dawn”, jednocześnie pozwalają „Państwu” na wysyłanie tweetów z ich własnych osobistych kont. Umożliwia to Państwu Islamskiemu dotarcie do tysięcy użytkowników. Głównym celem aplikacji jest: indoktrynacja i koordynacja globalnych działań grupy. Ale to nie jedyny sposób wykorzystania sieci social mediów przez ISIS.

Grupa dystrybuuje również treści propagandowe przeznaczone specjalnie dla zachodnich odbiorców np. poprzez wykorzystywanie hashtagów popularnych w USA do szerzenia polityki strachu. W 2014 podczas mistrzostw świata hashtag #thisisourball został wykorzystany do rozpowszechnienia zdjęć z krwawej egzekucji. Tym samym „Państwo” wykorzystało masowe zainteresowanie mediów mistrzostwami na swoją przewrotną PR-ową korzyść.

***

Wszystkie te przykłady pokazują, jak wielką siłę posiadają media społecznościowe – zarówno w mobilizowaniu tłumów, wspieraniu zmian społeczno-politycznych, ale też służąc działaniom propagandowym. I chociaż zapowiadana od lat śmierć prasy drukowanej jest w mojej opinii prognozą na wyrost, trudno kłócić się ze twierdzeniem, że to właśnie portale społecznościowe czy nowe technologie stanowią narzędzia, które nie powinny być pomijane w żadnych działaniach PR-owych i których rozwój powinniśmy bacznie obserwować.

Źródło zdjęcia: Wikipedia

Przypisy:

http://www.digitaltrends.com/social-media/report-reveals-u-s-isis-supporters-prefer-twitter-radicalization-tool/

http://antyweb.pl/bandyci-z-panstwa-islamskiego-rozpanoszyli-sie-w-sieci/

http://www.mobileindustryreview.com/2015/01/smartphones-and-social-media-revolution.html

The American Interest, Vol. X, No. 6/ Lipiec/Sierpień 2015

Hanna Żurek

Hanna Żurek

Od początku dołączenia do agencji w 2015 roku wspierała team w szeroko pojętych działach komunikacyjnych dla takich klientów jak ITM – Grupa Muszkieterów, Janssen oraz Globe Trade Centre. Obecnie jest odpowiedzialna za działania z zakresu media relations oraz public affairs dla Shell Polska oraz Komisji Europejskiej.

Proponowane